fot. Piotr Borodziński

Męskie Gnanie

Gruzja

1 420 €

Tym razem na rajd zapraszamy tylko i wyłącznie… facetów! W męskim gronie będziemy jeździć konno, zwiedzać nizinne części Kachetii, raczyć się gruzińską kuchnią (i napitkami), siedzieć przy ogniu i debatować do późnych godzin nocnych. Nade wszystko jednak pojeździmy, spędzimy czas w męskim gronie i odpoczniemy od wszystkiego innego.

  • Ilość dni
    9 dni
    Dni w siodle
    6 dni
  • Wielkość grupy
    10
    Dostępnych
  • Standard
    góralska gościna (pod dachem, choć czasem w śpiworze)
    Bagaż
    bez limitu kg
    Wyżywienie
    lokalna kuchnia, dostępna opcja wegetariańska
  • Umiejętności
    początkujący + wszystkie poziomy

Ten rajd chodził nam po głowie od dawna. W końcu postanowiliśmy przestać o nim myśleć i po prostu go zrobić.

To wyjazd wyłącznie dla mężczyzn – zarówno tych, którzy już zaczęli swoją przygodę z jazdą konną, jak i tych, którzy nigdy wcześniej nie siedzieli w siodle. Zapraszamy również facetów jeżdżących już całkiem nieźle, pod jednym warunkiem: muszą zaakceptować, że część grupy może być naprawdę początkująca. Dla wszystkich znajdzie się miejsce i możliwość, by pojeździć na swoim poziomie – mamy to przemyślane, opracowane i ogarnięte.

Dlaczego w ogóle stworzyliśmy taki wyjazd? Z wielu powodów.

Mężczyzn w jeździectwie rekreacyjnym i rajdowym jest jak na lekarstwo. W Polsce, podobnie jak w dużej części Europy, jazda konna – szczególnie rekreacyjna, terenowa i rajdowa – jest dziś bardzo mocno zdominowana przez kobiety. Widzimy to doskonale na naszych rajdach – około 80% naszych jeźdźców to kobiety.

Co ciekawe, wiele naszych uczestniczek od dawna mówi nam: zróbcie coś, żeby tych chłopów było więcej na rajdach. Tylko… co my mamy zrobić, jeżeli faceci nie jeżdżą konno? Wystarczy zajrzeć do dowolnej stajni, aby się o tym przekonać: jest mnóstwo kobiet, dziewczyn i dziewczynek, a mężczyzn, chłopaków i chłopców ledwie garstka. Mężczyźni przestali jeździć konno. A przecież niewiele jest rzeczy tak męskich, jak konie i jazda konna.

W naturze Lisowczyków leży zarówno mierzenie się z wyzwaniami, jak i nielicha doza przekory. Zrobimy więc tak, aby było więcej mężczyzn na rajdach. I zaczniemy właśnie tutaj: od rajdu tylko i wyłącznie dla chłopów.

Uważamy też, że jest ogromna wartość w tym, aby od czasu do czasu kobiety spędzały czas z kobietami, a mężczyźni – w męskim gronie. Takie spotkania tworzą inną dynamikę, inne rozmowy, inny rodzaj swobody i zwyczajnie leżą też w ludzkiej naturze. Oferta wyjazdów kierowanych do kobiet jest dziś ogromna i bardzo różnorodna, a propozycje tworzone specjalnie dla mężczyzn są zaskakująco ubogie. Najczęściej sprowadzają się do sportu, off-roadu, survivalu, strzelania, wypraw „adrenaliniarskich” albo – coraz częściej – do rozmaitych warsztatów rozwoju, pracy z emocjami, „męską energią” i podobnych konceptów o bardzo nierównej wartości. Nam brakowało czegoś znacznie prostszego: normalnego, dobrego wyjazdu dla facetów, bez napinki, bez udowadniania czegokolwiek i bez dorabiania uszy. Po prostu kilku dni wspólnej przygody, podczas których robimy coś ciekawego, wymagającego i trochę niecodziennego i spędzimy w męskim gronie fajny i ciekawy czas.

Przed Wami wyjazd, na którym facet bez doświadczenia jeździeckiego może pierwszy raz wsiąść na konia bez poczucia, że trafił do świata, do którego zupełnie nie pasuje. A wręcz przeciwnie: pasuje jak ulał. Gruzinki rzadko można zobaczyć w siodle, za to niemal wszyscy gruzińscy górale jeżdżą konno, znakomita większość – od dziecka. Zabieramy Was do świata, w którym można nauczyć się podstaw, popełniać błędy, trochę się zmęczyć, trochę pośmiać – również z samych siebie – i po prostu ruszyć konno w teren.

Jednocześnie nie chcemy tworzyć podziału na „początkujących” i „jeźdźców”. Jeśli ktoś już dobrze jeździ konno, również jest mile widziany – o ile leży mu sama koncepcja tego wyjazdu oraz towarzystwo początkujących jeździecko kolegów.

Trzeba przy tym jasno powiedzieć jedną rzecz: to nie jest tygodniowy kurs jeździecki ani szkółka przeniesiona z ujeżdżalni w Polsce na ujeżdżalnię w Gruzji.
Nie będziemy przez kilka dni kręcić kółek na placu i ćwiczyć figur ujeżdżeniowych. To wyjazd konny, którego jednym z głównych elementów jest nauka podstaw jazdy i obcowania z końmi w warunkach kompletnie oderwanych od stajni i tego, co możecie znać z Polski. Dowiecie się sporo o koniach, nauczycie się najważniejszych zasad obchodzenia się z nimi, a przede wszystkim zdobędziecie podstawową wiedzę i umiejętności potrzebne do poruszania się konno w terenie. Zaczniemy spokojnie, ale też i bez szczypania się, a potem stopniowo będziemy zwiększać zarówno długość tras, jak i zakres samodzielności jeźdźców.

Celem nie jest zrobienie z kogokolwiek jeźdźca w tydzień. Tak się po prostu nie da. To tak nie działa.
Natomiast będziemy uczyć się jeździć „po gruzińsku” – przede wszystkim praktycznie. Nie chodzi o zastąpienie prawidłowego szkolenia jeździeckiego, tylko o nauczenie Was tego, co jest potrzebne, żeby dogadać się z koniem, bezpiecznie się na nim poruszać i stopniowo zacząć radzić sobie w terenie. Gruzińscy górale nie uczą się jeździć konno po to, żeby zdawać egzaminy jeździeckie. Jeżdżą, bo koń jest dla nich środkiem transportu, narzędziem pracy i naturalnym elementem życia. I właśnie z takiego podejścia chcemy skorzystać.

Ten wyjazd nie zastąpi regularnej, porządnej nauki jazdy w sensownej stajni w Polsce. Ma Wam natomiast dać solidne pierwsze doświadczenie: pozwolić poczuć, jak wygląda kontakt z koniem, jak zachowuje się koń poza zamkniętym placem, jak prowadzi się go w terenie i dlaczego jazda konna potrafi być cholernie satysfakcjonująca. Zrozumiecie też, że technikę i umiejętności jeździeckie, w naszych warunkach, zdobywa się na ujeżdżalni – na treningach i pod okiem instruktorów. Jeżeli po powrocie z Gruzji choć kilku z Was zapisze się do stajni i zacznie naprawdę uczyć się jeździć, uznamy rajd za całkowity sukces.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą chcemy zaznaczyć bardzo wyraźnie: to nie jest „męski retreat” czy jakieś „warsztaty samorozwoju dla mężczyzn”. Nie będzie coachingowego pitolenia, psychologicznego mumbo-jumbo, inscenizowanych rozmów o odkrywaniu swojego wewnętrznego wojownika, uwalnianiu męskiej energii i poszukiwaniu prawdziwego siebie. Nie sprzedajemy żadnej filozofii męskości. Jedziemy do Gruzji jeździć konno i spędzać czas z innymi chłopami – Polakami, Gruzinami i wszystkimi, którzy nawiną się po drodze.
Będą konie, będzie nauka jazdy, będą tereny, kurz, wioski, stepy i bezdroża. Będzie kilka dni coraz dłuższych tras, podczas których początkujący uczestnicy będą zdobywać pierwsze prawdziwe doświadczenia jeździeckie. Będzie gruzińskie jedzenie, wino, ogień i wieczory spędzane razem po dniu w siodle. Będą Was bolały tyłki, nogi i plecy od jazdy konnej, przepony od śmiechu oraz głowy – od wieczornych posiadówek.
Będzie też zwyczajnie czas, żeby odpocząć od codzienności: telefonów, maili, spotkań, terminów, korków, obowiązków i wszystkiego tego, co człowiek taszczy ze sobą przez większość roku. Nie po to, żeby przez tydzień analizować własne życie, tylko właśnie po to, żeby przez chwilę tego nie robić i zająć się czym innym. Pojeździć konno. Nauczyć się czegoś nowego. Zobaczyć kawałek Gruzji. Dobrze zjeść. Posiedzieć przy ogniu i szklaneczce z kolegami. Pogadać albo pomilczeć. Pośmiać się. Zmęczyć się. Wyspać się. Nie wyspać się. Wstać rano i znowu ruszyć do koni.

Program opieramy na sprawdzonej formule naszego rajdu w Pankisi i Waszlowani. Pierwsze dni spędzimy w Wąwozie Pankisi, gdzie będziemy poznawać konie i stopniowo zdobywać doświadczenia w siodle i w terenie. Z każdym kolejnym dniem będziemy jeździć coraz więcej, a Wy zaczniecie nabierać większej samodzielności przy koniach. Później przeniesiemy się do zupełnie innego świata – półpustynnych krajobrazów Waszlowani, otwartych przestrzeni, kanionów i gruzińskiego pogranicza. Tam podstawy zdobyte wcześniej zaczną mieć praktyczne znaczenie.

Nie obiecujemy, że po tygodniu każdy będzie świetnie jeździł konno. Co więcej: z góry mówimy, że w tydzień nie nauczysz się dobrze jeździć konno. Obiecujemy natomiast, że jest to wyjątkowa okazja, by spróbować jazdy konnej nie jako inscenizowanej atrakcji dla turystów, a w okolicznościach i realiach, w których na co dzień jeździ się konno i pracuje w siodle. Obiecujemy też, że kilka dni z końmi i z dala od „normalnego” życia to całkiem fajny sposób na spędzenie urlopu i przewietrzenie głowy.

Pierwsze dwa dni konne spędzimy w Wąwozie Pankisi, dolinie u podnóża Kaukazu, zamieszkałej przez Kistów, wywodzących się od ludów czeczeńskich i inguskich. Kistowie sprowadzili się do tego regionu na początku XIX wieku, wraz z gruzińskimi obywatelstwami przyjęli również miejscowe nazwiska i na dobre osiedli w nowej ojczyźnie. Są muzułmanami, w większości praktykującymi sufizm, z charakterystycznymi dla całego regionu wpływami wierzeń animistycznych. W chwili obecnej ich ogólna populacja szacowana jest na około 15 tysięcy ludzi, z czego w Pankisi mieszka około połowy tej liczby.

Pierwszy dzień jazdy konnej przeznaczymy na „rozgrzewkę”, zapoznanie się z końmi, omówienie podstaw i pierwszą, krótką przejażdżkę. Jednakowoż – nie ma miękkiej gry. Drugiego dnia wyruszymy już w dłuższą trasę przez dolinę. Teren nie jest trudny, w większości trasa drogami gruntowymi i przez tereny zielone, ale zahaczymy też o publiczne drogi we wsi Jokolo.

Trzeciego dnia opuścimy Pankisi i konno wyruszymy do wsi Kvemo Alvani. Trasa wiedzie przez pola, rzekę i las, a także kilka wsi na pograniczu obszarów zamieszkałych przez Kistów i Tuszetów. Alvani zamieszkują przede wszystkim Tuszeci, których życie od stuleci związane jest zarówno z wysokogórską Tuszetią, jak i równinami Kachetii, zwłaszcza wsiami Kvemo Alvani i Zemo Alvani. Tę część nizinnej Kachetii zaczęli bardziej licznie zasiedlać w XVI wieku, a dwa stulecia później – w uznaniu zasług dla królów Kachetii – otrzymali nadanie ziem, na których mieszkają do dzisiaj.

Kolejnego dnia żywe konie zamienimy na mechaniczne i wybierzemy się, by pozwiedzać okolicę oraz odwiedzić kilka miejscowych winnic. Kachetia uznawana jest za ojczyznę wina, a w okolicy nie brakuje ani winnic, ani winiarni. Niektóre z wytwarzanych w regionie trunków bez większego problemu można kupić w Polsce, inne powstają w niewielkich ilościach i skosztować można ich tylko na miejscu.

Po dniu odpoczynku od jazdy trzy następne dni spędzimy przemierzając konno Park Narodowy Waszlowani – unikalny obszar przyrodniczy o niezwykłych krajobrazach. Region przypomina nieco afrykańską sawannę, w niektórych miejscach półpustynię, a także obszary stepowe oraz tzw. złe ziemie. Wiosną Park Narodowy Waszlowani budzi się do życia, pokrywa zielenią, a jesienią zamienia się w złotą sawannę. Latem region nie nadaje się do jazdy konnej – temperatury potrafią sięgać 50 stopni Celsjusza. Waszlowani wraz z otaczającymi je rezerwatami i pomnikami przyrody tworzy rozległy kompleks obszarów chronionych, będący jednym z najbardziej niezwykłych przyrodniczo regionów Gruzji. Od późnej jesieni do wiosny w otulinie parku zimują pasterze z Tuszetii wraz ze swoimi stadami.

Ten rajd poprowadzi niecodzienny skład przewodników i horsemanów, a nade wszystko – naszych przyjaciół – z Pankisi i Tuszetii. Ekipa składa się z bardzo doświadczonych przewodników, organizatorów i horsemanów (oczywiście samych facetów), z których część przewodzi naszym rajdom od 10 lat. Rajd prowadzić będzie także Paweł, współzałożyciel Lisowczyków i pomysłodawca tegoż męskiego wyjazdu.

Ruszamy do Gruzji w męskim gronie. Po nowe doświadczenia, nowe przygody i po paru nowych kumpli.

Trudność rajdu i wymagane umiejętności jeździeckie
Ta wyprawa przeznaczona jest zarówno dla facetów, którzy mają już jakieś podstawy jeździeckie, jak i dla tych, który chcą zacząć „od zera”. Choć wypad ten ma charakter półgwiaździsty – mamy bazy w dwóch regionach, z których wyruszamy na codzienne wypady konne – nadal pełnokrwisty rajd konny. Konie i jazda są tu zarówno celem samym w sobie, jak i pretekstem do tego, by była to po prostu dobra wyprawa w męskim gronie.

Limit wagi jeźdźca wynosi 95 kg.

Zdecydowanie zalecamy jazdę w kasku.

W cenie rajdu:
  • Koń z pełnym rzędem jeździeckim
  • 2 noclegi w hotelu w Tbilisi
  • 2 noclegi w guesthousie w Pankisi
  • 2 noclegi w guesthousie w Kvemo Alvani
  • 2 noclegi w bungalowach na terenie Parku Narodowego Waszlowani
  • 2 kolacje w Tbilisi
  • 2 śniadania w Tbilisi (drugiego i ostatniego dnia – w zależności od pory wylotu)
  • Pełne wyżywienie w Pankisi, Kvemo Alvani i Waszlowani (śniadanie, obiad lub prowiant “na wynos” podczas popasu, kolacja)
  • Transfery z i na lotnisko w Tbilisi (pierwszego i ostatniego dnia rajdu)
  • Transport z Tbilisi do Pankisi, z Kvemo Alvani do Waszlowani oraz z Waszlowani do Tbilisi
  • Opieka lokalnych przewodników z Pankisi i Tuszetii
  • Opieka gruzińskiego pilota (anglojęzycznego, znającego też coraz lepiej język polski)
  • Opieka polskiego pilota
  • Pojazd transportujący bagaże z Pankisi do Alvani oraz asystujący w Waszlowani
  • Ubezpieczenie turystyczne uwzględniające jazdę konną
Dodatkowe koszty:
  • Bilet lotniczy do i z Tbilisi/Kutaisi
  • Wydatki własne (pamiątki, dodatkowe przekąski, bilety wstępów itp.)
  • Opcjonalnie: dopłata do pokoju jednoosobowego (tam, gdzie to możliwe)
  1. Dzień 1 Przybycie do Gruzji

    Uczestnicy wyprawy przybywają do Tbilisi lub Kutaisi. Z lotniska w Tbilisi (lub dworca autobusowego w Tbilisi – w przypadku lotów do Kutaisi i podróży autobusem do Tbilisi) odbiera ich kierowca i zawozi do hotelu. Z uwagi na różny czas przybycia poszczególnych osób w ciągu dnia nie ma zaplanowanych wspólnych atrakcji. Czas wolny można wykorzystać na zwiedzanie Tbilisi. Wieczorem wybierzemy się na wspólną kolację do jednej z naszych ulubionych restauracji, a na noc zostaniemy w rodzinnym hoteliku.

  2. Dzień 2 Pierwsze kroki w Pankisi

    Zaraz po śniadaniu pod hotel w Tbilisi przyjeżdża bus, który zabiera grupę do Wąwozu Pankisi. Przejazd zajmuje około 3 godzin. Po dotarciu do wsi Jokolo zameldujemy się w miejscowym domu gościnnym i zjemy szybki lunch. Następnie przebieramy się w odzież jeździecką i wyruszymy na pierwszą, rozgrzewkową przejażdżkę. Zaczniemy od odrobiny teorii i omówienia ”co i jak” z końmi, a potem pojedziemy do Duisi, gdzie znajduje się amfiteatr zbudowany po II Wojnie Światowej, pomnik ku czci mieszkańców wąwozu poległych w czasie wojny, a także wieża Beltagora z XVI wieku. Po 3-4 godzinach jazdy wrócimy do Jokolo, gdzie w guesthousie czeka nas kolacja i nocleg.

  3. Dzień 3 Wodospad Khadori

    Po śniadaniu wyruszamy konno na 5-6 godzin. Opuścimy Jokolo i drogą prowadzącą przez Dzibakhevi dotrzemy na skraj Pankisi, do wąwozu Khadori, gdzie znajduje się niemal 80-metrowy wodospad. Tam zatrzymamy się na popas i lunch, by odpocząć i nacieszyć się widokiem. Następnie ruszymy w drogę powrotną by przed zmrokiem wrócić do naszego domu gościnnego w Jokolo. Większość trasy prowadzi drogą gruntową, będzie więc okazja by spróbować pojeździć nieco bardziej aktywnie. Po powrocie do Jokolo czeka na nas, rzecz jasna, kolacja i nocleg.

  4. Dzień 4 Nizinne wsie Tuszetów

    O poranku mamy czas na niespieszne śniadanie i spakowanie swoich rzeczy. Po nasze bagaże przyjedzie samochód, a my osiodłamy konie i ruszymy w drogę. Opuszczamy Jokolo i Wąwóz Pankisi, a naszym celem tego dnia jest Kvemo Alvani, nizinna wieś należąca do górali z Tuszetii. Przekroczymy rzekę Alazani, a następnie pojedziemy przez okoliczne pola, niewielki las i kilka wsi. Po drodze zatrzymamy się na popas. Solidnie po południu dotrzemy do Alvani. Tam odstawimy konie na pastwisko, rozlokujemy się w domu gościnnym i zasiądziemy do wspólnej kolacji. Na noc zostajemy w jednym z naszych ulubionych domów gościnnych w okolicy.

  5. Dzień 5 Winiarnie Kachetii

    Tego dnia odpoczniemy od siodła. Po śniadaniu wsiądziemy w samochody i wyruszymy obejrzeć monastyr w Alawerdi, a przede wszystkim odwiedzić kilka miejscowych winnic i winiarni. Kachetia uchodzi za ojczyznę wina, udokumentowane znaleziska wskazują, iż winorośl uprawiano w tym regionie już 6000 lat przed naszą erą. Region obfituje w pola winorośli, większe i mniejsze winnice, a także mnóstwo winiarni. Niektóre z nich są znane na całym świecie, a wina ich produkcji można powszechnie kupić także w Polsce. W okolicy znajdują się też maleńkie, rodzinne winnice, których produkty dostępne są wyłącznie lokalnie. Pod wieczór wrócimy do Alvani na kolację i nocleg.

  6. Dzień 6 Waszlowani

    Po śniadaniu ruszamy w drogę. Najpierw samochodami, do administracji parku narodowego oraz Policji Granicznej by dopełnić formalności związanych z poruszaniem się po Waszlowani. Następnie pojedziemy do doliny Eldari, gdzie będą czekały na nas konie. Wskoczymy w siodła, ruszymy przez pola okalające Waszlowani i wjedziemy do parku. W oddali majaczyć będą szczyty Kaukazu, a przed nami otworzy się gruzińska sawanna. Po dotarciu do pierwszego posterunku Straży Parku zagłębimy się w kanion, na następnie podążymy korytem – suchej o tej porze roku – rzeki okresowej. Przed zmrokiem dotrzemy pod górę, w której cieniu znajduje się centralny posterunek Straży Parku, gdzie zjemy kolację i zostaniemy na noc w bungalowach.

  7. Dzień 7 Granica Azerbejdżanu

    Po śniadaniu na posterunku strażników wyruszamy w dalszą drogę. Dotrzemy na otwarte przestrzenie, jadąc wzdłuż granicy z Azerbejdżanem i mijając rezerwat przyrody oraz obszary chronione. Na lunch zatrzymamy się na kolejnym posterunku, tuż przy obszarach chronionych. Następnie skierujemy się na punkt widokowy, skąd podziwiać można piękno kanionów Waszlowani, w które zagłębimy się chwilę potem. Z kanionów wyjedziemy na otwartą przestrzeń sawanny, przeciętej rzeką Alazani, stanowiącą również granicę pomiędzy Gruzją i Azerbejdżanem. Po drodze nie zabraknie dogodnych miejsc by nieco przyspieszyć. Późnym popołudniem dotrzemy na posterunek Mijnis Kure, gdzie zostaniemy na noc w bungalowach.

  8. Dzień 8 Ostatni dzień w siodle

    Po śniadaniu w Mijnis Kure wyruszamy w drogę powrotną by wyjechać z terenu parku. Znów ruszymy przez otwarte przestrzenie sawanny, by potem zagłębić się w kaniony, miniemy kilka pasterskich zimowisk, zatrzymując się w jednym z nich na popas. Nieco później wjedziemy pomiędzy pola okalające Waszlowani, skąd widać Czarną Górę i, w oddali, góry Kaukazu, by nieco dalej opuścić Park Narodowy Waszlowani. Na obrzeżach parku pożegnamy nasze konie i część ekipy przewodników, wsiądziemy w samochody i ruszymy do Tbilisi. Tam zameldujemy się w hotelu, a następnie udamy się na ostatnią, pożegnalną kolację w restauracji.

  9. Dzień 9 Pożegnanie z Gruzją

    Tego dnia żegnamy się z Gruzją. Uczestnicy odlatujący z Tbilisi zostaną przewiezieni na lotnisko, a osoby odlatujące z Kutaisi wsiądą w autobus i ruszą w drogę na lotnisko.

Przewodnik może zmodyfikować plan rajdu oraz poszczególne trasy dzienne w zależności od warunków pogodowych, umiejętności jeździeckich grupy oraz losowych zdarzeń i okoliczności.
fot. Piotr Borodziński
temo-43
fot. Paweł Jasiński / Lisowczycy

W Tbilisi nocujemy w hotelu o europejskim standardzie. W Pankisi naszą bazą wypadową jest guesthouse we wsi Jokolo, gdzie spędzimy dwie noce. Nie potrzebujemy śpiworów czy karimat, śpimy pod dachem, w łóżkach i czystej pościeli. Mamy tam dostęp do współdzielonych łazienek oraz elek­tryczności. Dwie kolejne noce spędzamy w guesthousie w Kvemo Alvani, w pościeli, mamy dostęp do łazienek i elektryczności. Z kolei w Waszlowani nocujemy w domu gościnnym i siedzibie pasterzy, pod dachem, ale potrzebne nam będą śpiwory. Przeważnie, o ile nie ma awarii, na posterunkach jest dostęp do wody i możliwość umycia się, a nasza ekipa prowadząca rajd ma również zapas wody oraz prysznic terenowy.

W Tbilisi śniadania, drugiego oraz ostatniego dnia (w zależności od pory lotu powrotnego) jemy w hotelu. Na dwie kolacje, pierwszego i przedostatniego dnia, wybieramy się do jednej z naszych ulubionych restauracji serwującej znakomite dania kuchni gruzińskiej. Na trasie właściwego rajdu, w obu regionach, zapewnione jest pełne wyżywienie: w domach gościnnych posiłki przygotują gospodarze, a w Waszlowani nasza ekipa rajdowa. Śniadania oraz kolacje jemy zawsze na miejscu noclegu, a lunche – w zależności od dnia – w domach gościnnych lub zabieramy ze sobą jako prowiant w drogę, który spożywamy w czasie popasu.

Posiłki w Pankisi i Waszlowani to przekrój tradycyjnych potraw kuchni gruzińskiej, z odrobiną lokalnej specyfiki. Jest dużo warzyw, baraniny, wołowiny i drobiu, lokalnych serów pod każdą postacią, potraw mącznych i chleba. W Tbilisi natomiast dostępne są restauracje serwujące dania z całego świata.

 

 

Sprzęt jeździecki

Używamy typowych siodeł kaukaskich. Budową i wyglądem różnią się zdecydowanie od siodeł angielskich i westernowych. Stalowe łęki osadzone są na drewnianych ławkach. Na to nakłada się dość grubą, miękką, skórzaną poduszkę. W miejscu przytrzymuje ją pas lub rzemień, skórzany lub sznurkowy, który jednocześnie służy za element popręgu. Dodatkowo stosuje się podogonie i – przeważnie – napierśnik.
Gruzińskie siodła są bardzo wygodne. Każdy, kto pojeździł w nich kilka dni, wspaniale je wspomina.

W Gruzji korzysta się raczej z długich puślisk (Gruzini preferują pełny dosiad, z nogami z przodu), strzemiona są szerokie i spokojnie mieszczą się w nich buty trekkingowe. Ogłowie jest skonstruowane tradycyjnie, używamy wędzideł.

Każdy jeździec ma do dyspozycji sakwy na płaszcz/kurtkę, butelkę wody czy inne podręczne przedmioty. Rzeczy cenne (np. telefon) należy wozić w szczelnie zamkniętej nerce u pasa.

Kaukaski rząd jeździecki często budzi wątpliwości swoim nietypowym wyglądem, ale w praktyce jest całkiem wygodny. Wysokie łęki stabilizują jeźdźca w trudnym górskim terenie, a poduszka amortyzuje wstrząsy. Cała konstrukcja jest też idealna do troczenia dużej ilości bagaży.

Na miejscu dostępne są proste kaski jeździeckie po wcześniejszym uzgodnieniu, aczkolwiek rekomendujemy posiadanie własnego, dopasowanego kasku sportowego.

Co należy zabrać?

Trasy konne w Pankisi i Waszlowani są bardzo zróżnicowane. W Pankisi i nizinnej Kachetii poruszamy się w terenach zamieszkałych, a w Waszlowani po odludnych, dzikich obszarach parku narodowego i rezerwatu. Jedziemy „na lekko”, w poszczególne dni zabieramy ze sobą tylko to, co będzie nam potrzebne na kilka godzin. Szczegółową listę wyposażenia, wraz z poradami i komentarzem, prześlemy wszystkim uczestnikom miesiąc przed rajdem.

  • paszport
  • gotówka, najlepiej USD lub EUR
  • sprzęt elektroniczny, np. aparat fotograficzny, powerbank
  • manierka lub inny pojemnik na wodę (może być plastikowa butelka po wodzie)
  • latarka, najlepiej czołówka
  • krem przeciwsłoneczny
  • nieco ciepłej odzieży – na chłodniejsze dni i noce
  • kask jeździecki
  • wyposażenie jeździeckie: bryczesy, czapsy, rękawiczki, etc.
  • buty trekkingowe
  • płaszcz przeciwdeszczowy
  • klapki do kąpieli pod prysznicem
Termin Status rajdu Cena Miejsca  
16 kwietnia 2027 - 24 kwietnia 2027
Zaciąg, polsko- i anglojęzyczni przewodnicy, polski pilot (Paweł)
1 420 €
10